Póki pamiętam - sen
[d] 11 września 2007 [g] 09:21 [k] (3)
Nie będzie to wpis o metaforach pod nazwą "sen" i moich kolejnych du(y)maniach, ale po prostu sen. Muszę szybko go zapisać "mniej więcej", zanim zapomnę.
A więc.
Nie potrafię odtworzyć go dokładnie, bo mniej więcej jakiś wątek łapię od momentu, kiedy razem z Bridget (Moda na sukces) odkładamy klatki i skrzynki na zaplecze mojego parafialnego kościoła. W tym samym czasie Bridget zwierza mi się, że Dunkan (Moda na sukces, mąż Bridget, ojciec dziecka jej matki) był niegdyś kłusownikiem. W tym momencie nie lubię już Dunkana (mimo, że nigdy go nie lubiłam, ale teraz czuję, że nie lubię go bardziej, a w ogóle mam pretekst, żeby go nie lubić itd). Dunkan pojawia się ze swoim obleśnym kumplem-kłusownikiem, obaj są źli i bajerują nas, że te duże klatki wcale nie mają im służyć do przetrzymywania słoni i leopardów (tak mi się śniło). Ja im nie wierzyłam.
Wracamy z Bridget do domu, z tym, że po drodze ona się gdzieś zapodziała.
(następna część jest niezła)
W domu okazuje się, że po całej klatce schodowej (tak, mieszkam w jednym z bloków budowanych w latach 70tych) biegają bezdomne szczenięta i kociaki, chociaż takie większe też tam były, w sensie, że dorosłe osobniki, duże psy i koty, chociaż nie były bardzo duże, ale dorosłe. Sąsiedzi wzajemnie je sobie podrzucają i ogólnie jest ubaw po pachy.
Zamykam się w mieszkaniu i przytrzymuję drzwi, żeby sąsiedzi nie zdołali upchnąć mi jakiegoś psa albo kota. W tym czasie ostro majstruje w zamku. W końcu przeciwnik jest górą i mam w mieszkaniu mnóstwo małych kotków i szczeniaczków przeróżnej rasy i koloru. Staram się je jakoś pochować po domu, żeby tata się nie zorientował, ale on wie co się dzieje, więc moje starania okazują się bezwartościowe. Kiedy koty śpią w doniczkach, a na każdym kawałku dywanu leży pies, pod drzwi wejściowe ktoś (pewnie jakiś sąsiad) podrzuca nam około 15 opakować karmy dla psów i jakąś paczkę leków. Nasypuję karmę (w tym momencie jest to karma dla kotów, a nie psów) do jednej miseczki, tłumacząc tacie, że w ten sposób każdy kot się naje, a ja będę dosypywać od czasu do czasu i nie będzie bałaganu z miseczkami. Whatever. W skład karmy wchodzi kalendarz kieszonkowy z zeszłego roku mojej najstarszej siostry i inne badziewia. Okazuje się, że koty to lubią.
I tak w sumie kończy się mój sen, albo tylko tyle pamiętam. Już sama nie wiem.
[d] 22 września 2007 [g] 21:25 [k] (1)
Czemu wszyscy noszą takie same oprawki w okularach? CREEPY.
Nie rozmyślam o poważnych, no wiecie, rzeczach, ale powoli się rozpędzam. Tzn nie specjalnie się rozpędzam, skoro to wszystko jest takie powoli, ale powoli się do tego szykuję. Nadużywam słowa "powoli"?
Ostatnio świruję. We wszystkim. Nie chcę wiedzieć co będzie w październiku. Potem też nie. I muszę przestać pisać równoważnikami zdań, mówić też. Jeszcze ktoś pomyśli, że identyfikuję się z Zachodem.
I na marginesie, w ramach podsumowań nieważnych w moim życiu okresów, co może wiązać się z tym, że samo moje życie jest nieważne, dodam tylko:
Nie dbam czy przeczyta to kiedyś nieodpowiednia osoba, gdyż nie wydaje mi, by zaszła taka możność, iż mogłabym upokorzyć się bardziej, niż egzystując w swoim własnym zakłamaniu.
O boże, gdzie jesteś matkojebco?
[d] 26 września 2007 [g] 20:17 [k] (0)
Zanotować:
dzień 1 - przeziębiona, możliwe, że grypa.
[d] 27 września 2007 [g] 18:40 [k] (0)
Dzień 2 - kawa z mlekiem i 219 kcal
|
2008 2007 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 2006
|
c:=
Mało ciekawe spostrzeżenia(22) Rymowanki(21)
|